W potocznej mowie często używamy stwierdzeń: „otacza nas system”, „to system tego świata”, „winien jest system”. Najczęściej myślimy wówczas o jakieś niewerbalnej przestrzeni, złych zasadach, które nas otaczają, a którym trudno stawiać opór, w końcu czujemy się mimo woli uczestnikami niektórych funkcjonujących mechanizmów - zupełnie jak w filmie pt. Matrix.
Ludzie niewierzący w Boga zazwyczaj godzą się ze zjawiskiem „wszechobecnego” systemu, jednocześnie obarczając winą za skutki, które on wywołuje jakąś luźno określoną grupę. Najczęściej winni są: bogacze, Żydzi, masoneria, źli politycy, lub też bieżące zjawiska, takie jak np. globalizacja. Zazwyczaj jednostki „narzekające” nie podejmują nawet walki o zmianę rzeczywistości, uważając wszelkie starania za bezcelowe, w końcu pełni goryczy, godzą się ze smutną rzeczywistością, której ich zdaniem nie można zaradzić. Co gorliwsi chrześcijanie natomiast to uczestnicy duchowych natarć, nie poddający się, dzielnie toczący chrześcijański bój wiary przeciwko złym sprawom na ziemi. Jednak w fizycznym świecie często nie widzimy ich wymiernego przełamania, a jedynie wysiłek. Inicjatywa taka, choć szczytna w celach, często realizowana bywa jedynie na płaszczyźnie duchowej i niestety, podobna jest do walki Don Kichota z powieści Miguela de Cervantesa. Przykładem Jezusa Biblia pokazuje, że Bóg szuka człowieka, który trwając w modlitwie i Jego woli, stanie się realnym wykonawcą Bożego planu na ziemi, biorąc konkretną, fizyczną (nie tylko duchową) odpowiedzialność za sprawę Bożą. Skorzystajmy więc z mądrości Salomona, który mówi o mądrości: ... u mnie jest rada, i zdrowy rozsądek; mam rozum, mam także moc, dzięki mnie królują królowie i władcy wydają sprawiedliwe prawa... (Przyp. Salom. 8.14) Mówiąc obrazowo, najskuteczniej sprzeciwimy się chorobie jeżeli poznamy jej nazwę, objawy, skutki, które wywołuje i metodę właściwego jej zwalczania. Podobnie, łatwiej zwyciężyć wroga, jeżeli pozna się jego strategię działania. Tak więc, by oszczędzić sobie wiele trudu, warto zastanowić się kim jest ten wielki „goliat” zwany „systemem” i co go kształtuje.
Aby rozwiązać tę zagadkę sięgnąłem do nauk politycznych, które za podstawę tworzącą rozwiązania systemowe uważają ustrój społeczno - gospodarczy. Mamy więc do czynienia ze społeczeństwem – ludźmi, którzy w wyniku swojej aktywności, przekonań i poglądów, tworzą i określają zasady funkcjonowania gospodarki. System stworzony demokratycznie, rękoma reprezentantów ludu - urzędników i polityków, reguluje i kreuje powszechnie panujące normy prawne, zasady i reguły postępowania wszystkich uczestników procesu gospodarczego.
System społeczny klasyfikowany jest przede wszystkim pod kątem dwóch kryteriów: własności środków produkcji i trwałych dóbr konsumpcyjnych oraz sposobu regulacji procesów rynkowych. W gospodarce wolnorynkowej takiej, jaką mamy w Polsce, trwałe dobra konsumpcyjne i środki wytwórcze w większości są w posiadaniu prywatnym. Ich przemieszczanie (alokacja) odbywa się głównie w wyniku działania mechanizmu wolnorynkowego, czyli prawa popytu i podaży. Tak więc skupiając się na rzeczach najistotniejszych dla naszego rozważania, możemy zauważyć, że:
1. główne elementy kształtujące system to zasoby i środki wytwórcze. To, w czyich rękach pozostają, państwa czy prywatnych, ma zasadniczy wpływ na określanie celu i zasad korzystania z nich,
2. główne podmioty, które kształtują system społeczny, to gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa.
Tak więc system jest wynikiem składowym wielu czynników. Biblia w liście do Efezjan 2,2 mówi o ludziach, którzy przed swoim nawróceniem chodzili według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który objawia się dzisiaj w ludziach opornych, zamkniętych na Boga. Jednak większość obecnie wierzących patrząc w swoją przeszłość, nie przypomina sobie, by przed nawróceniem naśladowało świadomie jakiegoś złego władcę. Życie, jakie prowadzili było po prostu wynikiem braku poznania Boga; pełne huśtawek, wzlotów i upadków codzienności.
Słowo Boże zwracając uwagę na chodzenie według jakieś modły (słowo modła z języka greckiego można przetłumaczyć także jako system) pokazuje, że człowiek sam z siebie, bez Biblijnego poznawania Boga, generuje jedynie niedoskonałą, grzeszną jakość, która jako wynik posłuszeństwa rządzom ciała i grzechowi tworzy system upadłych wartości.
Jak widzimy z krótkiej analizy czynników tworzących system społeczno – gospodarczy, istnieją jednostki wpływające na jego budowę bezpośrednio, bądź tworzące go pośrednio. Ci, którzy mają zasadniczy wpływ na tworzenie systemu to właściciele, a więc ludzie zamożni. Rozpatrując tu aspekt duchowy, niestety, nie bez powodu badania potwierdzają, że ludzie bogaci, wykształceni i mieszkający w wielkich miastach są najbardziej „strzeżoną” przed Ewangelią grupą w społeczeństwie (źródło – badanie CBOS 2006, Znaczenie religii w życiu Polaków). W większości znajdują oni swoje oparcie życiowe we własnych, ludzkich, ziemskich możliwościach, sile i władzy, zapominając, że życie dość szybko mija... Muszę wyjaśnić, że nie jestem wrogiem bogacenia się czy zdobywania nauki, wielkich miast może trochę, natomiast zaobserwowałem pewne zasady złych konsekwencji polegania na sobie samym, na ograniczonym ludzkim rozumie i umiłowaniu bogactwa. Przypomina mi się historia z księgi Salomona (Kazn. 9,14), która opowiada o pewnym mędrcu, który mógłby swoją mądrością wybawić miasto, niestety nikt go nie słuchał, ponieważ był biedakiem… Uruchamiając wyobraźnię, co byłoby gdyby Polacy: bogaci, uczeni oraz mieszkający w wielkich miastach byli biblijnie wierzącymi chrześcijanami, tymi, którzy poznali Jezusa osobiście i szukają Go całym swoim sercem, znają też i czytają Boże Słowo? Myślę, że choć ustrój demokratyczny zapewne zostałby zachowany, konsekwencją jednak byłaby rewolucyjna zmiana systemu w pracach, wartości w biznesie, handlu, polityce, obyczajów ludzi kultury i mediów. W pojęciu ogólnym, na pewno żyłoby się lepiej. Opierając się na faktach z przebudzonych regionów świata, to rzeczywistość, jakiej warto zapragnąć. Bynajmniej, nie zachęcam do tworzenia modelu państwa religijnego, bardziej natomiast do wzoru kraju opartego na zasadach Biblii: prawa do wolnego myślenia, wolnej prasy, wolnych, nie manipulowanych i nie tendencyjnych mediów, wolnej edukacji i szkolnictwie elastycznym w swojej formie, opartym przede wszystkim na odpowiedzialności rodziców, nie systemu. Kraju sprawiedliwego, w którym politycy służą społeczeństwu, gdzie szybko osądza się popełniane wykroczenia, w końcu kraju odpowiedzialnych i aktywnych ludzi, pozostających gotowymi do pomocy ubogim, do obrony, posiadających poczucie swojej wartości, godności, wzajemnych więzi, tożsamości z uczuciem patriotyzmu (nie nacjonalizmu) w sercu. Czy nie o takim państwie wszyscy marzymy?
Atrybuty dzisiejszej demokracji: wolność, źle rozumiana tolerancja i siła to z drugiej strony narzędzia niebezpieczne, jeżeli znajdują się w rękach ludzi, którzy zapomnieli o Bogu. Mogą one przypominać wolność, tolerancję i siłę w rękach siłacza - głupca, który nie zna dobrych zasad, właściwie nie rozróżnia dobra od zła, czyni więc ze swych wielkich mięśni jedynie zły użytek.
Zachęcając do chrześcijańskiej postawy wyłamującej się z systemu tego świata i naśladowania wzorców doskonałych źródłem w Bogu, chciałbym przytoczyć pewne zdarzenie z ostatnich tygodni.
Do największych, ogólnopolskich i lokalnych mediów zgłoszono pewien szokujący projekt chrześcijańskiej kampanii medialnej, którego celem było zmienić światopogląd Polaków na niektóre zagadnienia biblijne, przybliżyć chrześcijańskie wartości wynikające ze Słowa Bożego oraz, w trzecim etapie tejże kampanii, zaproponować usługę modlitwy potrzebującym. Kampania miała w swych założeniach ogromny budżet i trzyetapowy przebieg:
1. liderzy opinii publicznej mieli dzielić się w spotach telewizyjnych i radiowych w jaki sposób osobiście doświadczyli poznania Jezusa Chrystusa i jak ten fakt zmienił ich życie (świadectwa nawrócenia),
2. w krótkich reportażach ulicznych aktorzy mieli przytaczać przechodniom fragmenty Pisma Świętego (te mniej znane) tyczące się trudnych, czasem kontrowersyjnych tematów np. : Bóg a homoseksualizm, aborcja, celibat, konsekwencje grzechów, w tym zdrady małżeńskiej, wszeteczeństwa, alkoholizmu, nieczystości mowy, itp. Na tym etapie ważne miało być uchwycenie reakcji przechodniów, którzy prawdopodobnie w swoich komentarzach wyrażaliby zdziwienie, zakłopotanie, smutek, że nigdy nie słyszeli o takich treściach zawartych w Biblii. Konsekwencją ujawnionej w ten sposób społecznej niewiedzy biblijnej, miało być zaciekawienie i zachęcenie do bliższego zapoznania się ze Słowem Bożym,
3. w ostatniej, trzeciej fazie kampanii, projekt zakładał krótkie spoty, w których protestanccy pastorzy zapraszaliby telewidzów/słuchaczy rozgłośni do swoich kościołów celem modlitwy o ich problemy, uzdrowienie z chorób itp.
Planowana kampania miała zaistnieć emisyjnie w najlepszych czasach antenowych, takich jak np. przed i po bieżących wiadomościach, po oraz w trakcie najbardziej oglądanych filmów i programów,
a także podczas projekcji filmów pornograficznych, które emitują niektóre stacje telewizyjne w godzinach późnowieczornych. Projekt, choć jedynie był testem na polskie prawo medialne do wolności słowa i wyznania w praktyce, uzyskał swoją oficjalną zgodę i zielone światło do realizacji przez prawników i władze wiodących w Polsce mediów!
W tym miejscu nasuwa tylko jeden wniosek: polski, chrześcijański Kościele powstań tworzyć rzeczywistość zgodną z Bożą wolą na ziemi, aby zbudować nowy system nie z tego świata. Drzwi są otwarte!











