Miałem 13 lat i jakoś udało mi się przekonać mojego ojca, zagorzałego fana Franka Sinatry, by puścić „Off The Wall” w drodze do domu mojego wujka. Z niechęcią, ale się zgodził. Dla mnie była to najfajniejsza 45-minutowa podróż, jaką kiedykolwiek odbyłem. Tymczasem dla niego chyba najbardziej bolesna. Nie spodziewałem się jednak, że młody głos, który słyszałem z odtwarzacza, stanie się przedmiotem ogólnoświatowej chwały.
Trzydzieści lat później codziennie rozmawiam z ludźmi, szukającymi sposobów, by przejść przez rzeczy, które ich powstrzymują. Michael Jackson był ekspertem w przełamywaniu barier. Był niezwykle utalentowany i dokonał rzeczy, o których większość ludzi mogłaby tylko pomarzyć. Jego płyta była bestsellerem wszech czasów. Jackson to także jeden z najlepiej opłacanych ludzi estrady w historii. Zgarnął 750 mln dolarów i przekazał więcej pieniędzy na działalność dobroczynną, niż jakakolwiek inna sławna postać. Zapewne zmienił też sposób, w jaki tańczy świat.
7 lipca świat uczcił artystę, który umarł w wieku 50 lat, ceremonią godną króla. Jednak jakie bariery oprócz swych tymczasowych dokonań złamał Jackson, które zasłużyły na tak duże uznanie? Nie uzdrawiał chorych. Nie uwalniał uciśnionych. Nie przywracał wzroku ślepym. Nie zawiesił swego życia na linie, jak strażak, żołnierz czy policjant. Nie był też nauczycielem ani lekarzem.
Co jest w nim takiego, co sprawia, że miliony go uwielbiają i nazywają królem? Być może w rasie ludzkiej jest założona potrzeba uwielbiania. Kiedy Bóg nie jest w centrum naszego życia, skupiamy nasze uwielbienie na czymś albo na kimś chwalebnym, boskim i wybitnym. W zamian za naszą chwałę oczekujemy jakiegoś wystąpienia, a przecież nikt nie występował tak, jak Jackson.
A co z niebem?
By dostać się do nieba nie trzeba być dobrym śpiewakiem albo tancerzem. Gdyby tak było, większość z nas by się piekła. Nie wymaga to też bycia miłym albo atrakcyjnym. Większość również temu by nie sprostała. Dzięki Bogu nie trzeba mieć też dużej ilości pieniędzy albo sprzedawać całych stosów płyt. Gdyby taki był warunek wejścia do nieba, mniej niż jedna tysięczna procenta ludzi przeszłaby przez bramy raju. Zamiast tego, potrzebne jest łamanie pewnych osobistych barier.
To ironiczne, że człowiek, który przełamał tak wiele barier zawodowych, miał wielkie problemy ze złamaniem tych osobistych. Jego życie prywatne było raczej tragiczne, aniżeli efektowne. Wystarczy zapytać jego braci i siostry o rodzinę, w jakiej został wychowany albo zadać pytanie adwokatom, którzy walczyli, by zaprzeczyć serii pomówień o pedofilię wobec gwiazdy. Życie osobiste Michaela Jacksona wcale nie było godne światowej chwały i ku rozczarowaniu milionów ludzi, którzy chcą go uwielbiać, byłby pierwszym, który by to przyznał.
Jeśli Jackson jest w niebie, to tylko jeśli złamał najważniejszą barierę ze wszystkich - zdołał zejść z tronu swojego serca i umieścić Chrystusa w centrum życia. Prawdziwa relacja z Synem Bożym jest jedyną drogą, by złamać barierę, która oddziela nas od nieba.
Czy Michael Jackson jest w niebie? Nigdy nie mógłbym pretendować do uzyskania odpowiedzi na to pytanie. Tego nie wie nikt. Tylko Bóg zna prawdę.
Jason Frenn
Jason Frenn jest znanym na całym świecie mówcą i autorem książki „Breaking The Barriers”.
Tłumaczenie i opracowanie: Chrzescijanin24.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Źródło: Charismamag.com
| Komentarze |
|
|
||||||||
Powered by !JoomlaComment 3.26



Archiwum







