Obecnie bardzo łatwo jest otworzyć kościół. Wystarczy mieć do tego chęć i umieć głosić. Oczywiście bardzo upraszczam, ale lubię czasem po prostu porównywać minione czasy ze współczesnym światem. I oto wcześniej, aby założyć kościół, potrzebny był patronat wspólnoty, którą się opuszczało. Trzeba było także mieć błogosławieństwo biskupów itd.
Dziś często jest to ignorowane. Rozpoczynać można, mając po prostu wielką do tego chęć. Chociaż patrząc na historię, należy stwierdzić, iż wiele ruchów, kościołów czy misji narodziło się bez błogosławieństwa wyżej postawionych duchownych, a miały one Bożą przychylność. Sądzę, że wszystko zależy od motywacji człowieka. Po co to robi? Kogo chce tym uwielbić – siebie czy Boga?
Zacząłem rozmyślać nad założeniem nowej wspólnoty przez Teda Haggarda. Słysząc różne informacje, cieszę się, że się rehabilituje i że się umocnił, skoro ma takie plany. Martwię się tylko, by nie był to kościół, który „kocha wszystkich i wszystko”.
Zauważam ostatnio w chrześcijańskim świecie ciekawe rzeczy. Liderzy, którzy wpadają w grzech, potem pokutują, a następnie kontynuują to robić, jednak ich uczynki nie odpowiadają ich upamiętaniu. Mają po prostu inny rodzaj. Przykładowo pewien znany usługujący rozwiódł się ze swoją żoną. Następnie, z tego, co mówią inni znani kaznodzieje, pokutował. Po czym ożenił się z inną kobietą. Nie wiadomo w takim razie, z czego pokutował. Dlaczego nie podjął prób odbudowania relacji ze swoją byłą żoną?
Deklaracje Teda Haggarda brzmią dobrze: „Wierzę, że ręce Jezusa są otwarte dla wszystkich, a także, że Bóg staje się dla człowieka bardzo bliski w najtrudniejszym dla niego czasie. Przeszliśmy chrzest miłości i sądzimy, że potepienie jej przeczy. Nie chcemy nienawidzić ludzi, a wyciągnąć do nich pomocną dłoń”.
To nie moja rzecz, by osądzać czy Haggard powinien wrócić do służby czy też nie. Choć zastrzeżenia budzi to, że nie posłuchał się rady duchowej, która zakazała mu zakładania kościoła w odległości 160 km od miasta, gdzie był wcześniej pastorem, byłoby dobrze, gdyby nowa wspólnota była w duchu chrześcijańskiego radykalizmu i nie pozwoliła sobie na zaniżanie biblijnych standardów.
Usługujący, którzy przeszli przez „dolinę grzechu”, doświadczając bólu, wstydu, przebaczenia, mogą być kuszeni byciem lojalnym wobec ludzi, którzy wpadli w te same problemy, co niegdyś oni. W ten sposób mogą mówić: Bóg mnie kochał, kiedy grzeszyłem, więc ja też będę kochać tych ludzi, kiedy będą grzeszyć. Usługujący powinien być zorientowany nie na swoje doświadczenie przebaczenia, a na biblijne.
Wierzę, że Bóg przebacza i odbudowuje, daje drugą szansę. Dlatego życzę Tedowi, by był usługującym według biblijnych standardów. Nie chciałbym kiedyś usłyszeć, że do Kościoła św. Jakuba (nazwa nowego kościoła T. Haggarda) chodzi wiele homoseksualistów i że dobrze się tam czują. Ale jeśli ludzie będą tam od homoseksualizmu uwalniani i będą otrzymywać zbawienie, wtedy niech Bóg takiemu kościołowi błogosławi.
Artykuł autorstwa Tarasa Grygi (tgryga.blogspot.com)
Tłumaczenie i opracowanie: Chrześcijanin24.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Źródło: invictory.org
| Komentarze |
|



Archiwum







