- Odkąd pamiętam, byłam ateistką – powiedziała 15 maja 41-letnia dziennikarka i wychowująca szóstkę dzieci matka Brigitte Bedard. Przemawiała do 200 uczestników konferencji antyaborcyjnej „Quebec Life Coalition”.
Bedard dorastała w czasach, gdy społeczność Quebecu odrzuciła swoje chrześcijańskie dziedzictwo i przyjęła wartości świeckie. Dzieciństwo spędziła wśród niewierzącej rodziny i wstąpiła do znanego z lewicowości uniwersytetu Universite du Quebec a Montreal, gdzie studiowała literaturę i uzyskała tytuł magistra. - Wypełniłam swój umysł radykalną feministyczną literaturą. Wszystko to w siebie wsysałam – mówi.
Miała serię relacji heteroseksualnych, spośród których wszystkie zakończyły się źle. - Będąc zachęcana przez to, co czytałam, zaczęłam myśleć, że skoro wszystkie moje relacje heteroseksualne zakończyły się niepowodzeniem, możliwe, że jestem lesbijką – kontynuuje Brigitte. Następnie zaczęła prowadzić lesbijski styl życia i przez dość długi czas się nim upajała. - To był bardzo dobry czas. Przebywalam z dużą grupą dziewczyn, paliłyśmy papierosa za papierosem tak, jakby nie było jutra. Byłam też bardzo aktywna seksualnie – dodaje.
Jednak, jak wspomina, pomimo ekscytacji prowadzonym przez siebie stylem życia, czuła się rozbita. - Byłam mentalnym wrakiem. Czułam, że na zewnątrz było wszystko pięknie, ale w środku byłam ruiną – podkreśla Brigitte. Wszystko zaczęło wracać na swoje miejsce, kiedy płacząc o g. 3 w nocy zaczęła wołać do Boga w swoim pustym pokoju, by „ją zabrał”. - Oto byłam wojowniczą feministyczną ateistką-lesbijką. Leżałam na podłodze mojego pokoju i wołałam, błagając Boga. Nie myślałam właściwie, ale desperacko potrzebowałam pomocy – mówi.
Brigitte zaczęła szukać pomocy, starając sę znaleźć rozwiązanie dla swojego niepokoju i zrujnowanego życia.
W końcu ktoś, kogo znała, zachęcił ją, by odwiedziła miejscowych mnichów. Choć pomysł wydał się jej dziwaczny, zaintrygował ją. Poszła, choć nie bez obaw. - Weszłam do klasztoru pełna pogardy i nienawiści, jaką żywiłam do patriarchalnego Kościoła. Nagromadziłam ją przez lata radykalnych studiów feministycznych. Dla radykalnych feministek Kościół to wróg nr 1 – wspomina.
Przydzielono jej mnicha, z którym mogła rozmawiać dwa razy dziennie. Po trzech dniach rozmów, podczas których cały czas krzyczała, coś zmieniło się w jej życiu na zawsze. W pewnym momencie mnich spojrzał na nią i powiedział: „nie wiesz nawet, jak bardzo Bóg cię kocha. On uczynił cię z niczego. Zna cię. Nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocha, córko. Więc nie wstydź się i puść, oddaj to. Oddaj Mu swoje życie. On cię bardzo kocha”.
Te proste słowa w tak istotnym momencie „całkowicie zbiły ją z tropu”, jak wspomina. Od tamtej pory życie Brigitte całkowicie się zmieniło. - Jestem Jego córką. Nie ma co do tego wątpliwości i mogę to wyjaśnić – mówi.
Obecnie Brigitte Bedard pracuje jako niezależna dziennikarka. Jest mężatką i wychowuje szóstkę dzieci. Mówiąc o różnicach pomiędzy swoim obecnym życiem, a tym, gdy była lesbijką, żartuje: „życie z mężcyzną jest bolesne, ale życie cały czas z kobietą było życiem w piekle”.
Tłumaczenie i opracowanie: Chrześcijanin24.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Źródło: ChristianTelegraph.com