Jak informowaliśmy wcześniej, 25 kwietnia 2010 r. prezydent Barack Obama spotkał się ze znanym ewangelistą Billym Grahamem. Spotkanie trwało 35 minut. Opisując je, ewangelista napisał: „To, że zobaczyłem prezydenta w moim domu było dla mnie wielką radością. To on był inicjatorem spotkania. Zarówno mi, jak i memu synowi Franklinowi, bardzo się ono spodobało. Pod koniec pomodliliśmy się”. Podczas spotkania prezydent USA i Billy Graham mówili o swoich żonach, swojej miłości, jak również o grze w golfa i Chicago, gdzie prezydent rozpoczął karierę, a Billy Graham się uczył i przeprowadził kilka dużych krucjat. Podobnie jak wielu innych prezydentów, Barack Obama podzielił się tym, jak samotną, wymagającą i uczącą pokory może być praca w biurze prezydenckim oraz jak bardzo ceni on rady ludzi, takich jak Billy Graham i modlitwy wielu chrześcijan - powiedział A. Larry Ross, dyrektor ds. kontaktów społecznych Billy'ego Grahama.
Michaił Morgulis, szef fundacji „Duchowa dyplomacja”, tak skomentował to spotkanie:
Wnikliwy czytelnik z pewnością zada pytanie: do czego sympatyzującemu z islamem i niszczącemu wspólnotę chrześcijańską prezydentowi USA było potrzebne spotkanie ze znanym na całym świecie chrześcijańskim kaznodzieją?.
Na myśl przychodzi tylko jedno logiczne wytłumaczenie takiego postępowania: by przeciągnąć na swoją stronę poprzez nie część rozzłoszczonych amerykańskich chrześcijan. Innymi słowy, wprowadzić do ich głowy zamieszanie i powiedzieć im: spójrzcie, oto wielebny dr Graham modlił się z Barackiem Husseinem Obamą!
A więc być może Barack Hussein jest za chrześcijanami? Nie! Dla ludzi myślących i uważnych wszystko jest jasne. Przeciwnik chrześcijan wykorzystał sędziwego ewangelistę, aby spróbować omamić miliony wierzących, przy pomocy Grahama wprowadzić podział w szeregi amerykańskich chrześcijan. W 2008 r. Billy Graham znalazł siły, by nie spotkać się z Barackiem Obamą, który był wówczas kandydatem na prezydenta. Obama prosił wówczas ewangelistę o takie spotkanie, aby przeciągnąć na swoją stronę część chrześcijańskich wyborców. Tym razem jednak Graham nie wytrzymał, mimo że wcześniej Pentagon napluł w twarz jego synowi Franklinowi, wykreślając go z listy osób prowadzących Narodowy Dzień Modlitwy. Moi drodzy, od kiedy to w Ameryce wojskowi wyznaczają ludzi do modlitwy? A sam Franklin na spotkaniu tylko skromnie się uśmiechał i prezydentowi Obamie przytakiwał.
Jest mi szczerze żal doktora Grahama, że pod koniec swej ziemskiej podróży uniżył się przed człowiekiem, który stara się zniszczyć to, co on sam głosił. A głosił Chrystusa. Jednak nie głosił go podczas tego spotkania. Przypomniał mi się apostoł Piotr, który powiedział: „Nie znałem Go...”.
Można zatem wyciągnąć tylko jeden wniosek: kontynuowane są mamienie i intryga przeciwko amerykańskiemu narodowi.
Tłumaczenie i opracowanie: Chrzescijanin24.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Źródło: invictory.org